Jedno zdanie na koniec czyli mój nekrolog. Ku inspiracji.

nekrolog

 

Znajomą odwieźli do szpitala. Prosto z pracy. Tętniak jej w głowie pękł, szanse na przeżycie poniżej pięćdziesięciu procent. Z czego? Ze stresu. W domu mąż, dziecko… Czy praca obecnie jest aż tak ważna, że poświęcamy dla niej zdrowie? I żeby była to praca Ważna, ale nie. Zwykła, korporacja, w której ci, co są wysoko mają swoje oczekiwania, a ci co są nisko, muszą je realizować. Nie ma co się oszukiwać, że wypełnianie poleceń jest realizowaniem marzeń, a stres z dnia na dzień coraz większy. Bo terminy, bo plany, bo inne super ważne sprawy… Czasu dla siebie coraz mniej, bo nadgodziny trzeba wyrabiać, bo przecież to taka Ważna Praca. I po co? No bo płacą. Kasa. A teraz walczy o życie i jakoś kasa na koncie w tym nie pomaga. Sama myśl o tym jest frustrująca. „Nie każdego stać, żeby robić to, co kocha”, no pewnie nie każdego. Ale za to każdego stać na to, żeby go karetka na sygnale odwiozła prosto na blok.

A jakby tak rzucić to wszystko? Ostatnio czytałam artykuł dotyczący zakochania i bliskości, które można uzyskać dzięki zadawaniu pytań. Część pytań była przewidywalna przy takiej tematyce, coś o komplementach, coś o planach na przyszłość, o swoich marzeniach, ale było kilka, które mnie zaciekawiły i paradoksalnie dotyczyły one śmierci. Na przykład: „Jakbym wiedziała, że za rok umrę, co bym zmieniła w obecnym życiu?”. Więc czy mając rok życia przed sobą zostałabym w obecnej pracy? Nie. Dlaczego? Bo uważam, że ta praca nie ma sensu. Inaczej – jest to praca, której głównym sensem jest comiesięczna wypłata na konto. Oczywiście lubię to, co robię, ale nie przeszkadza mi to twierdzić, że nie ma ona większego znaczenia.

Już od kilku miesięcy zastanawiam się nad swoim epitafium. Nie, nie planuję się zabić, ale będzie to ostatnie, jedno tylko zdanie, które podsumuje całe moje życie. W kilku słowach będzie zawartych kilkadziesiąt lat. I co tam obecnie można napisać? No właśnie… Jedno zdanie.

Zaczął się nowy miesiąc. Maj. Pierwszy maja. Może to dobra pora na zastanowienie się nad swoją sytuacją zawodową? Bo od razu nad całym życiem, to być zbyt przerażające. Chociaż, czy to się nie pokrywa? Tak sobie pomyślałam, że łatwiej będzie zacząć nie od jednego zdania, a od kilku. Jako pisarz wiem coś o zaczynaniu tekstów i nie ma znaczenia czy to będzie to tylko jedno zdanie, czy powieść, i tak zaczyna się od jednego słowa, które jest tym najtrudniejszym.

Zacznijmy zatem nie od jednego, a od kilku ostatnich zdań, czyli zamiast epitafium, napiszę nekrolog. Nekrolog… Z perspektywy obserwatora. Kogoś, kto w teorii jest obok, ale i tak wie wszystko, a przynajmniej tyle, żeby napisać szczery nekrolog. Czyli co? Do pracy, Rodacy! Dziś Święto Pracy, więc świętujmy pracowicie. Jak zacząć… Od kawałków. Życie ma swoje kawałki – rodzina, praca zawodowa, hobby, ludzie. Obszary mogą na siebie zachodzić, to bez różnicy. Chodzi o to, żeby najpierw ustalić, który jest najważniejszy. Piszę nekrolog, więc nie może to być epopeja. Pół strony maksymalnie. A, gdzież pół strony. Jedna trzecia. Kilka zdań.

No to zaczynamy. Zaczynam… Mam lat dziewięćdziesiąt siedem i umarłam. Ze starości, żadnego bolesnego umierania, ani nagłych krwawych wypadków, po których nie można otwierać trumny, bo denat wygląda niereprezentacyjnie. Trumna? Może jednak urna? Urna. Tabliczka na epitafium mniejsza… Aha, na razie nekrolog. Mam dziewięćdziesiąt siedem lat i umarłam. Po kilku dniach w lokalnej gazecie ukazuje się mój nekrolog pisany przez… Kto by mi go napisał… Pisarz. Ja jestem pisarzem i chcę żeby mój nekrolog też napisał pisarz, kolega po fachu. Znany. O, tak. Znany pisarz. Znany pisarz Antoni. A zatem Znany Pisarz Antoni siada i pogrążony w smutku, choć z drugiej strony przepełniony dumą, że to właśnie on został poproszony o te kilka zdań wieńczących moje życie, zasiada do kartki papieru. Zasiada i pisze… Pisze, bo wie co napisać. W przeciwieństwie do mnie teraz! Przecież to nie może być trudne. Każdy wie, co chce w życiu robić, a skoro ma możliwość napisania i nie ma żadnych ograniczeń, więc w czym problem? No na przykład w tym, że większość ludzi jednak nie wie, co chciałoby robić. Może problem jest w źle dobranym słowie? Nie „robić”, a kim być? To też nie pomaga. Już małe dzieci, zapytane „kim chcesz być, jak będziesz dorosły?” wiedzą. Ale czy kierują się tym, co chcą czy tym, co się wokół nich dzieje? A właśnie. Czyli też nie wiedzą. To kto wie?! Nikt nie wie? A może każdy wie, ale boi się przyznać? A może nie wie, że wie, bo nie ma czasu się zastanowić? O, to tak może być. Bo praca wypłatowa pochłania tyle czasu i energii, że nie ma jak na spokojnie usiąść i pomyśleć. To załóżmy, że znajdę ten czas. Ile? Godzinę? Może lepiej dwie. Dwie godziny w niedzielę. Albo w sobotę rano? No jak rano. W niedzielę wieczorem. Chociaż nie, bo wtedy już irytuję się pracą. Więc w sobotę. Sobota wieczór. Tak. No więc w sobotę wieczorem siadam i myślę nad swoją przyszłością.

Sobotni wieczór.

Cholera jasna! A może zamiast zwiększać ilość wersów, zmniejszę ilość dni? Założę, że zamiast roku, został miesiąc życia, albo tydzień, został tylko tydzień – co robię? Rzucam pracę wypłatową! Tak, to na pewno. Kto normalny poświęci ostatni tydzień życia na użeranie się z poleceniami przełożonych? No to dobrze, jedno mamy. Dalej. Skoro mam wolny tydzień i kasę na koncie, wystarczającą żeby zrobić co chcę, to teraz co. Przecież go nie prześpię. Odpocznę sobie po śmierci, czyli za tydzień. No więc co teraz… To zajmę się dzieckiem. No tak, to oczywiste. A więc jedno zdanie z nekrologu będzie dotyczyło rodziny. „Żona i matka” – to łatwe. Wracajmy do tematu. Sens życia. Umarłam i… i nie żyję! Jakby ktoś się zastanawiał, jak wygląda codzienność pisarza – właśnie tak. Pustka w głowie, pustka na kartce i rosnąca irytacja. Aha! Ale mimo irytacji i tak do tego wracam. Irytacja jest specyficzna, bo nie da się po prostu usiąść i zawsze napisać czegoś właściwego – czasem wychodzi bełkot, czasem nic, czasem każde słowo jest jakby pisane litera po literze, aż się czuje ból przy czytaniu. Sama chęć napisania nie wystarcza, ale nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłabym nie pisać. Nawet, jeśli nie piszę jakiś czas, wiem, że do tego wrócę. Pisanie wzbudza moje emocje. I te pozytywne, i te negatywne, ale nie obrzydzenie. Mogę zarywać noce albo przesiedzieć łikend i, klnąć lub nie, pisać. Za to poświęcanie nocy albo łikendu na pracę wypłatową? Ooo nie! Dobrze, mam więc kolejny kierunek: obrzydzenie nie, satysfakcja tak. Czyli Znany Pisarz Antoni uwzględni to w moim nekrologu.

Więc pisarz. Do tego rodzina, też ważna. I co… co jeszcze jest dla mnie ważne. Zwierzęta. Odkąd można, przekazuję jeden procent podatku na schronisko dla zwierząt. I chciałabym prowadzić rodzinny dom dziecka. A w liceum chciałam mieć knajpę. I antykwariat. I śpiewać chciałam. I na motorze jeździć. No dobrze, motor odpada, bo nawet na rowerze czuję się niepewnie. O, trochę się tego nazbierało. Dużo tego „zawsze chciałam”, a został mi tydzień życia! No to do roboty. Ile z tego zdążę zrealizować? Dom dziecka nie, antykwariat nie, knajpa nie, pośpiewać mogę, ale przecież ile można śpiewać. Czy już mam Nike? Nie. I Nobla Literackiego też chcę! Tego też nie uda mi się zdobyć w ciągu tygodnia! No cholera jasna! Wychodzi na to, że nie mogę umrzeć za tydzień, bo mam mnóstwo planów, a większość niezrealizowana! To na co ja czekam? Siedzę w jakiejś pracy wypłatowej, poświęcam czas, który zaraz może mi się skończyć, mija rok za rokiem, a ja co? Gdzie moja Nike? Gdzie Nobel? Gdzie? Odpowiedź nasuwa się sama, ale że jest trochę niecenzuralna, więc jej nie przytoczę. Byłoby mi szkoda, że na moim grobie nie napiszą nic o nagrodzie, a ile razy w ciągu ostatniego tygodnia coś napisałam? Coś. Coś to nie mejl, ani nie artykuł, coś czyli Arcydzieło. Ile czasu w ostatnim tygodniu poświęciłam na to, co naprawdę lubię robić, na coś, co jest dla mnie ważne? Taa… A jeśli rzeczywiście byłby to mój ostatni tydzień? O #^&%#*%!! Tak miałby wyglądać mój ostatni tydzień? Ja nie chcę! „No ale ja muszę zarabiać!”. Owszem. Ale czy kasa nadaje sens życiu… Pracownik. Straszne słowo.

„W wieku dziewięćdziesięciu siedmiu lat zmarła sławna pisarka. Laureatka m. in. Literackiej Nagrody Nobla, założycielka Fundacji Pomagającej Zwierzętom. Pozostawiła po sobie trójkę dzieci. Rodzinny dom dziecka, który stworzyli wraz z mężem, będzie nadal funkcjonował, prowadzony przez jedną z jej córek z rodziną. Stypa odbędzie się w Antykwariacie Bez Nazwy, w którym zawsze można było spędzić czas przy herbacie, a w czwartkowe popołudnia wspólnie popisać.”

No cóż, Znany Pisarz Antoni może i nie ma polotu, ale treść nekrologu mi się podoba. Myślę, że za rok dopiszę kilka ciekawych zdań, a w wieku dziewięćdziesięciu siedmiu lat, mój nekrolog będzie imponujący. Pierwszy maja się wkrótce skończy, ale już mam plan działania. Teraz pora na realizację, bo jeśli to rzeczywiście był mój ostatni tydzień życia, to zreinkarnuję jako wyjątkowo wściekła istota! Chyba już wiem, kim były w poprzednim życiu osy.

 

Autorka artykułu:

[column size=”one-third”]


[/column][column size=”two-third” last=”true”]
Luiza Paluchiewicz

Filozof, pisarz, coach. Introwertyk i albo wyjątkowy dziwak, albo zupełnie zwyczajna kobieta. Na szczęście nie mamy stosownego punktu odniesienia.

więcej na luizape.wordpress.com 

[/column]

You may also like...