Smak życia

Smak-zycia

Sól życia – smak życia

W tym roku Yola podarowała nam pod choinkę niewielką książeczkę zatytułowaną Le Sel de la Vie – Sól życia. Jej autorką jest Françoise Héritier, następczyni Claude’a Lévi-Straussa na stanowisku profesora antropologii w College de France (tak, tak, tym samym, najbardziej prestiżowym francuskim instytucie naukowym, gdzie literatury słowiańskie wykładał kiedyś Mickiewicz… ). Jednak zdziwi się, kto będzie szukał w tej książeczce etnologicznych czy antropologicznych tez, jakich można by się spodziewać od szacownej badaczki (rocznik 1933). Nie ma w niej krzty naukowego obiektywizmu, choć nie jest ani fikcją ani zmyśleniem. Nie ma nic wspólnego z wykładem czy teorią, ale też nie opowiada żadnej historii, nie prezentuje jakiejkolwiek sytuacji, nie opisuje postaci czy miejsc, nie relacjonuje wydarzeń, nie jest esejem, nie jest reportażem. Jest wyliczanką… a przecież czyta się ją jednym tchem.

Ta zadziwiająca książeczka, kilkadziesiąt stron formatu szkolnego zeszytu, to zasadniczo jedno długie zdanie o tym, co według Autorki stanowi „sól życia”, kwintesencję jego smaków i smaczków, jego urody, charakteru, niepowtarzalności, tego, co się wspomina i o czym się myśli, mówiąc: „warto było żyć”. I nie chodzi o wielkie uniesienia, sukcesy czy osiągnięcia. Françoise Héritier pisze we wstępie: „chodzi tu o odczucia, o spostrzeżenia, emocje, drobne przyjemności, wielkie radości, czasem głębokie rozczarowania, a nawet troski, chociaż mój umysł raczej zwraca się do chwil świetlistych mojego istnienia niż do mrocznych, wszak były takie”. I dodaje: „Jest taka postać lekkości i wdzięku w prostym fakcie istnienia, poza wszelkimi zajęciami, poza mocnymi uczuciami, poza zaangażowaniem politycznym wszelkiego rodzaju. I właśnie wyłącznie z tego chciałam zdać sprawę. Z tego drobnego czegoś więcej , które dane jest wszystkim – z soli życia.”

Hedonizm? Sensualizm? Czy raczej prawdziwa umiejętność życia, pełna mądrości postawa i wyrafinowana sztuka, która pozwala smakować je i cieszyć się nim jak doskonałą ucztą, złożoną z ogromnej ilości dań, niepowtarzalnych, urozmaiconych, słodkich, cierpkich, kwaskowatych, soczystych… Sztuka wytrawnego konesera, który potrafi docenić urodę chwili, a potem przywołać ją we wspomnieniu i ponownie czerpać z niej radość.

Jakże łatwo jest narzekać, dostrzegać to, czego nam brakuje, podziwiać fikcyjne szczęścia bohaterów filmowych, spreparowane sukcesy papierowych celebrytów, mówić sobie: „prawdziwe życie jest gdzie indziej”, i „do szczęścia trzeba czegoś więcej”. W niekończącej się pogoni za sukcesem, który mylimy ze spełnieniem, coraz bardziej tracimy umiejętność cieszenia się i już nie wiemy, co to znaczy zachwyt, pogoda ducha, bo wydaje nam się, że życie szczęśliwe wymaga spełnienia jakichś warunków, zdobycia jakichś dóbr, osiągnięcia czegoś, czego jeszcze nie mamy. Zatem niełatwo jest być szczęśliwym tu i teraz. Nic dziwnego, wszak życie stawia opór, czasem boli, czasem uwiera, nie spełnia naszych zachcianek, rozczarowuje nadzieje, bywa ironiczne.Janusz Czapiński we Wstępie Psychologii Pozytywnej pisze: „Ludzie odczuwają coraz wyraźniej brak ‘instrukcji’, jak żyć, aby zachować zdrowe zmysły i móc umierać z przekonaniem, że nie zmarnowali danej im w dniu narodzin szansy, że zrobili to, co do nich należało, najlepiej jak mogli, że nie pobłądzili (…)”. Powszechnie przestały wystarczać wzorce wyniesione z rodzinnego domu, z dzieł literackich czy filozoficznych. Ludzie chcą być szczęśliwi i chcą wiedzieć jak żyć szczęśliwie. Naukowym poszukiwaniem takich „instrukcji” zajmuje się empiryczna i eksperymentalna psychologia pozytywna, stosująca instrumenty neurobiologiczne i zakrojone na niespotykaną dotąd skalę badania z wykorzystaniem najnowszych technologii. Badania na ogromnych populacjach, prowadzone 24 godziny na dobę, ciągnące się latami, opracowywane przez interdyscyplinarne zespoły naukowców… Aby odkryć sztukę szczęśliwego życia.

Bowiem wygląda na to, że życie szczęśliwe to nie los, lecz umiejętność. Wymaga sztuki – a więc wprawnie pielęgnowanej zdolności (zakładamy, że tę predyspozycję do odczuwania szczęścia niemal wszyscy w jakimś stopniu posiadamy) oraz wykształcenia, specyficznego know how, świadomej decyzji, konsekwencji w działaniu. Może być doskonalona treningiem i nieustannym doskonaleniem, wymaga konsekwentnej postawy, wręcz uporu – bo sztuka nie spada z nieba, sztuka to trud, ale jakże gratyfikujący! David Lykken w konkluzji badań nad genetycznym uwarunkowaniem zdolności do szczęścia twierdzi: „Podstawową sprawą, którą należy zapamiętać, jest to, że geny działają na umysł w dużej mierze pośrednio (…) Jeżeli twój wrodzony potencjał szczęścia jest poniżej średniej, znaczy to, że twój genetyczny sternik prowadzi cię do sytuacji, które uszczuplają twój dobrostan i kusi cię do zachowań bezproduktywnych. Jeśli dasz swemu sternikowi wolną rękę, wówczas wylądujesz tam, gdzie on zmierza. Ale to jest twoje życie i w bardzo szerokich granicach ty sam możesz wybierać kierunki przeznaczenia, zamiast pozwalać, by wybierano je za Ciebie” (przeł. Jacek Suchecki, w: „Psychologia pozytywna” pod red. Janusza Czapińskiego)

Niewątpliwie sprzyja poczuciu szczęścia takie nastawienie, jakie leży u źródeł książeczki „Sól życia”, ta szczególna zdolność, by dostrzegać i doceniać wartość tego, co jest i co jest tutaj. Niewielu z nas potrafi pielęgnować ją w sobie i korzystać z niej – zwłaszcza tu w Polsce, kraju rozpamiętującym swe rozliczne tragedie, w naszym zimnym klimacie, kiedy słońca mało, dzień krótki, a jeszcze dokuczają różne codzienne troski, zajmując czas, uwagę i wysiłek jako tzw. konieczne potrzeby. Kto może pozwolić sobie na taki luksus jak Françoise Héritier, wyliczająca jednym tchem: „wakacje, teatr, operę, koncerty, wystawy, lektury, muzykę, której się słucha lub którą się wykonuje, różnorakie sztuki, które się uprawia, spacery z nosem w chmurach, wycieczki, podróże, uprawianie ogródka, spotkania z przyjaciółmi, rozkoszne nieróbstwo, pisanie, tworzenie, marzenie, refleksje, sport (wszystkie sporty), gry towarzyskie, w ogóle gry, krzyżówki, odpoczynek, rozmowy, przyjaźń, flirt, miłość, i – czemu nie? – i grzeszne przyjemności.” (tłum własne) . Czy naprawdę nie mamy powodów do zachwytu, radości, szczęścia? Czy to raczej jest tak jak z tym zdrowiem, o którego „szlachetności” dowiaduje się ten dopiero, co je stracił. Radość z poruszania się na dwóch zdrowych nogach, przyjemność sięgania dłonią po filiżankę kawy, kosztowania sernika, słyszenia ludzkich głosów, słyszenia ptaków, odgłosów miasta, odgłosów wsi, zachwyt oglądania chmur płynących po niebie drżących na wietrze, wzruszenie trzymania kogoś za rękę, spokój zasypiania pod ciepłą kołdrą… Za mało, by być szczęśliwym? A może warto zacząć kolekcjonować te wrażenia i te doznania, a także myśli, doświadczenia, uczucia – świadomie tworząc sobie z nich drogę do szczęścia?

Ewa Mukoid zachęca do prowadzenia takiego specyficznego dziennika, który jest (między innymi) narzędziem uczenia się doznawania szczęścia. W tym dzienniku należy zapisywać wyłącznie dobre rzeczy, które się zdarzyły, które nas spotkały, a zwłaszcza te – które zrobiliśmy. Należy –to poważne słowo! – a więc obowiązkowo, z konsekwencją i uporem, nawet, gdyby z początku miało to być trudne (ci, dla których jest to łatwe nie potrzebują takich ćwiczeń) – zapisywać regularnie, codziennie albo na początek choćby raz na tydzień. Należy „przyłożyć się” do pisania tego dziennika, postarać się, wysilić. Zarezerwować na to czas i skupienie. Nie wolno iść na łatwiznę i stwierdzić „nic takiego nie było” –bo przecież zawsze jest coś. Trzeba tylko wysilić się i to dostrzec. Trzeba nauczyć się dostrzegać. A potem, pojawia się cudowny efekt śnieżnej kuli: im bardziej jesteśmy nastawieni na dostrzeganie dobra, tym więcej dostrzegamy go wokół siebie i tym więcej sami go czynimy. Wyczuleni na urodę życia, uczymy się dostrzegać ją i doceniać, a wtedy niepostrzeżenie nasze życie staje się coraz piękniejsze. Coraz piękniej potrafimy żyć, coraz piękniej żyjemy. Smakujemy sól życia. I już nie musimy pisać naszego dziennika, sam się pisze, pisze go nasze życie.

Autor artykułu:

[column size=”one-third”]

Paweł Pasternak

[/column]

 

You may also like...